• Wpisów: 55
  • Średnio co: 58 dni
  • Ostatni wpis: 7 lat temu, 23:22
  • Licznik odwiedzin: 19 329 / 3280 dni
 
mari
 
postanowiłam napisać

jeden długi, męczący wpis o moim byłym
wyczerpać ten temat do cna
jeśli komuś będzie chciało się czytać niech czyta
wytrwałości gratuluję :)

czas by ktoś prócz mnie wiedział jak było na prawdę... a postaram się krótko. wszystko ale zwięźle...

3 akty + przypisy końcowe.
na prawdę to można by z tego książkę napisać, a powodów jest więcej...
ale aż tak nawet ja nie chcę sobie wszystkiego przypominać. to co piszę jest wystarczająco bolesne...
2275887145_78bace9b48.jpg

WSTĘP

to było troszkę ponad 3 lata temu. poznałam. zakochałam się. w nikim specjalnym, w nikim przystojnym, w nikim ponadprzeciętnym...

było pięknie...
na początku. kilka kwiatów, pocałunków...
zainteresowanie, rozmowy, uśmiechy... niebo...
ale czasy się zmieniają. po naszym pierwszym stosunku... tak... po pół roku, bo ja nie chciałam się śpieszyć...
minął miesiąc od niego? i coś się zaczęło zmieniać. mniej rozmów. mniej czasu dla mnie. niechętnie przychodził do mnie do domu. najlepiej być zawsze na jego terenie...
oboje mieliśmy co robić... każde z nas miało zajęcia, zadania, prace do wykonania. kilometry między nami... ale to ja coraz częściej szukałam możliwości spotkania...
zaczęły się pierwsze kłótnie. zmienianie mnie. już nie kochał mnie takiej jaką jestem, ale czy kiedykolwiek mnie taką kochał?
4780429542_e63829dc2c_z.jpg

AKT I: BYĆ ZE MNĄ TO ZASZCZYT

CZĘŚĆ I: ZMIEŃ SIĘ - BO CIEBIE NIE KOCHAM

1. musiałam ubierać się tak jak on chciał (bo jak ja wyglądam!)

2. jeść to czego nie znoszę, jeść to samo co on... bo przecież to specjalnie dla mnie... a ja nie znoszę pangi. nie znoszę kotletów schabowych... itd.

3. zmienić akcent! bo miałam brzydki. nie moja wina że u mnie w okolicy pada on na część pierwszą! ale... zmieniłam...

4. zachowywać się ładnie. czyli najlepiej nie odzywać się wtedy, gdy on mi na to nie pozwoli

5. uczyć się mówić. każde "dzień dobry, każde podanie ręki, każdy gest... do wszystkiego dostawałam instrukcje. "zrób tak...", "rób inaczej"...

6. uwielbiałam te teksty: "zachowuj się! bo robisz mi wstyd!", "nie rób mi wstydu", "nie odzywaj się, bo robisz mi wstyd"... itp.

7. /nie odzywaj się w towarzystwie. głównie mówię ja/. jesteś nie wartą zainteresowania istotą. przyjmij to do wiadomości! twoje zdanie się nie liczy!!!
halloween_Graphics-07.gif

po krótce, to było tak. siedzimy ze znajomymi. pyta czy są jakieś pomysły żeby coś robić. ja mówię coś... olewka. zupełnie jakbym była duchem.
drugie pytanie. znowu coś sugeruję... jak grochem o ścianę. NIE MA MNIE!
ale gdy za np. pięć minut ktoś powiedział to co ja (np. głupie "kino") od razu ta osoba, wg niego, jest super. i pomysł jest świetny...

idąc do niego, będąc na zajęciach, będąc gdziekolwiek, gdzie byli inni ludzie oprócz nas...
zawsze dostawałam dokładną instrukcję jak się zachowywać... tylko w wyjątkowych sytuacjach mogłam być sobą... gdy byłam sama...
nawet mój śmiech. głupi śmiech był zły! źle wykonywany!
broken_heart_by_fabu.jpg

CZĘŚĆ II: NIE TYLKO TY...

co się jeszcze zmieniło po pół roku?
dowiedziałam się po jakimś czasie.
po tajemniczych sms-ach... po rzadszym mówieniu "kocham..." bo jestem kobietą. kobiety lepiej zdradzają niż mężczyźni. mamy w końcu lepszą podzielność uwagi! ale on... on widocznie zajmował się kimś innym, bo nie mną!

ostatnio znalazłam jeszcze część rozmów... jego gg... z nią. z tą dziewczyną.
moje rozmowy gg z nim wyglądały tak: dużo rozmów, kocham, kłótnia, kocham, rozmowy... ani jednego słowa o niej
z nią gg: dużo rozmów, bez kocham, bez kłótni... ani jednego słowa o mnie...

kim ona była?
młodszą od nas córką znajomych jego rodziców...
nie rozmawiał z nią nigdy... ale nagle stała się jego przyjaciółką! znałam ją! ale zawsze mówił "pozdrowienia od koleżanki, której nie znasz",
"...od koleżanki z klasy, której nie znasz",

“starej znajomej, której nie znasz”


skąd te pozdrowienia? w końcu wiedziała, że z kimś on jest... przez niego NK założyłam, żeby mu głupie kocham na profilu pisać...
3434895737_61476237e9.jpg

rozmawiał z nią o tym, o czym ze mną nigdy. oglądał filmy, które ona lubi, żeby tylko z nią o tym pogadać. i jeszcze do tego... ona chodziła do szkoły obok jego bloku!
czytałam jego gg (wiem, nie powinnam, ale nie wiedza by mi nie pomogła), i tam pisał do niej, że często o niej myśli, że często jak jest przerwa, patrzy przez okno i ją wypatruje...
chciał się z nią kilka razy spotkać za moimi plecami, ale jego mama go zdradziła...
gdy ona zapytała o mnie, on zaraz zmieniał temat.

dziewczyna zupełnie inna niż ja. ale zdradziecka suka. bo biła do niego równo.
chcecie wiedzieć jak było później?

słodkie słówka itd. flirt za flirtem. ale to nie było tylko moje zdanie... pytałam kolegi... nie chciał ale poprosiłam i przeczytał. powiedział że to flirt. jeden drugi... 80 stron! samego flirtu! niewinnego... jesteś słodka, jesteś mądry, jesteś śliczna, jesteś przystojny...

w końcu po raz któryś się pokłóciliśmy.
byłam w domu. musiałam jeszcze chwilę być.
ale chciałam jechać do niego. mieszkałam tam wtedy. w jego mieście. dla niego (choć tam się uczyłam, nie musiałam mieszkać). napisałam mu, że przyjadę do miasta z powrotem. ale dostałam odpowiedź: "jak chcesz to przyjeżdżaj. ale nie do mnie, bo będę zajęty"...
museotamayoheart.jpg

AKT II: PAMIĘTAM

CZĘŚĆ I: NIE. NIE JESTEM ŚLEPA

okazało się, że w czasie gdy byliśmy pokłóceni, jej rodzice mieli przyjechać w odwiedziny, na ciasto... on z łaski swojej wyprosił u niej by też przyszła...
nie jechał żaden autobus! cholera! dlaczego one tak jeżdżą! a on już mi napisał, że ona jest! że nie będzie odpisywał na sms-y!
zawieźli mnie rodzice do mieszkania, które wynajmowałam z innymi dziewczynami...
zawrócili do domu... ja tylko wbiegłam do mieszkania, zostawiłam torbę, złapałam paczkę prezerwatyw i wybiegłam...
byłam zła, smutna... jestem słaba, nie mogę biegać... przebiegłam 3-5 kilometrów? tak szybko jak mogłam...
byłam.
otworzyła mi jego siostra.
on wyszedł z zamkniętego pokoju
jego twarz mówiła jasno "co ty tu kurwa robisz?"
mieszanka lęku, i zaskoczenia. nie znoszę...

oglądali film, który ona wybrała. jedząc ciasto, które ona lubi. za zamkniętymi drzwiami. na sofie, która ma nieco ponad metr szerokości...

on...
dość elegancko. ogolony. poprawione włoski. koszula...

ona...
czytacie czasami bravo? ja nie, ale czasami kupię bo jest jakiś ciekawy dodatek. tam są porady dla dziewczyn jak wyjść na randkę... taki obraz...:
*obcisła bluzka.
*push-up masakra (bo ona prawie cycków nie ma)
*bolerko, które zdjęła, bo jej ciepło było, by ten udoskonalony dekolt pokazać.
*kolczyki wydłużające twarz, migające, przyciągające uwagę
*kitek, bo przecież to nie oficjalnie
*i makijaż. typowy właśnie dla zaleceń bravo...
czyli wszystko to, co tam piszą, a na co ja jestem już za duża. bo wiem, że można to zrobić znacznie lepiej. i wy też na pewno ;)
bravo.jpg

speszyli się oboje.
on najpierw zapytał niepewnie, co "co tu robisz"
a ja na to, że "przecież mówiłam, że przyjadę : )"

poszłam do jednego z pokoi, on za mną. ona sama, cicho, speszona...
przymknął drzwi...
próbowałam być spokojna... ale jego zdania mnie wkurzały. ten bezsensowny zlepek słów!
krzyczałam szeptem!

“jak mogłeś! mnie nie ma a ty od razu randkę robisz sobie?! przykro mi bardzo, że wam randkę przerwałam! masz! teraz możecie się bawić do końca!”


i dałam mu gumki!

wyszłam z pokoju. poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę bo to była zima, prawie dwa lata temu (styczeń 2009 - czyli półtorej roku razem), a ja biegłam... musiałam się napić... opanować...
przyszedł za mną. zapraszał na seans. powiedziałam, że nie będę wchodzić w środku filmu, że nie będę im przeszkadzać...
ona kręciła się gdzieś w innej części mieszkania...

w końcu jego mama przyszła i zaprosiła wszystkich na ciasto...
tak siedzieliśmy:
on obok mnie. dalej jego mama... ta dziewczyna... nie wiem jak wyglądała druga część stołu, kto jak siedział... pamiętam tylko ich.
zachowywałam się normalnie, jakby się nic nie stało. jadłam. śmiałam się rozmawiałam...
oni nie. cicho. wlepiony wzrok gdzieś w przestrzeń na dole...

moja radość. moja radość! gdy on bawił się pustą butelką pod stołem, a ja mu ją zabrałam mówiąc na ucho "nie rób mi wstydu!" - nawet nie wiecie jakie to było dla mnie przyjemne. te słowa wtedy miały taką moc! tą siłę! ten szał! były czarno-białe a zarazem kolorowe! parzyły!

gdy patrzyłam w innym kierunku, niż siedziała ona, ona patrzyła na mnie. takim wzrokiem... żalu...? wstydu?

oboje wyglądali jak przyłapani.
nie mówili nic, nie odzywali się w ogóle gdy byłam w pokoju. ale na chwilę wyszłam. nagle ożyli. zaczęli mówić. śmiać się...
wzięłam telefon. napisałam mu sms-a, że nie potrafią już nawet przy mnie mówić? wstyd im?

wróciłam do pokoju. on jeszcze czytał. ona spojrzała na mnie przestraszonym wzrokiem. to ja w tym momencie dyktowałam warunki ich randki, na którą próbowali się umówić od roku!
3538414354_359f8ec9a0.jpg

CZĘŚĆ II: BYĆ AKTORKĄ, BYĆ AKTORKĄ!

kolacja skończyła się. ona z rodzicami wyszła...
poszłam do jego pokoju, usiadłam na fotelu. on przyszedł ustał nade mną i kazał mi wyjść! z jego pokoju i jego mieszkania! powiedziałam, że mi tu dobrze.
w końcu ubrał się i wyszedł. ubrałam się za nim. jego mama podeszła do mnie i powiedziała, że nie wolno się tak kłócić, że trzeba wybrać albo w lewo albo w prawo... szepnęłam do siebie, że pewnie będzie w lewo...

wyszłam. z początku go nie widziałam. ale zaraz się pokazał. zaczęłam iść w jego stronę, ale zawrócił i zaczął gdzieś iść. w końcu stanął. zaczęliśmy się kłócić.
już mi przestawało zależeć. byłam zła! przybita!
zaczęłam grać!

postanowiłam spróbować zrobić to, co mogłam. zniszczyć go.
odegrałam słabnięcie. nie, nie mdlałam. poddałam się jego pseudo-sile umysłu. dałam się przytulić. płakałam...
dałam odwieźć się do domu... bo niedawno zrobił prawko...

wprowadził mnie do mieszkania, do mojego pokoju.
posadził na łóżku... i wyszedł.
wiedziałam że współlokatorek nie ma. jeszcze jak był na półpiętrze, specjalnie głośno zaczęłam płakać. żeby usłyszał.
wrócił. utulił mnie. obiecał że przyjdzie jutro...
WomanInHeartBLUE.gif

AKT III: ROZSTANIE

CZĘŚĆ I: ŁZY

nie przyszedł.
spakowałam wszystkie jego rzeczy. wszystkie prezenty od niego. wszystko co się z nim wiązało.
dał mi za dużo czasu.

jeśli przerwana randka to dzień 1, to przyszedł dnia 3.
wpuściłam go. usiadłam na łóżku. on obok mnie. zaczął coś mówić... nie pamiętam co.
ale powiedziałam, że to nie ma sensu. wiele razy mu mówiłam już, że nie zmienię się w nią. nie da się człowieka zmienić o 180 stopni! nie chcę się zmieniać! i nie będę z nim!

zaczął mnie przytulać. mówić, żebym tak nie mówiła. że on przeprasza...
odwróciłam głowę i próbując zdusić łzy, które jak szalone leciały jedna za drugą, wydukałam, że to koniec
odepchnęłam go. wstałam. złapałam reklamówkę i wystawiłam za drzwi. kazałam mu iść. bo ja z nim nie będę.

wyszłam na chwilę do kuchni. on wstał, do przedpokoju i zaczął ubierać buty...
minęłam go. usiadłam na łóżku i odwróciłam się do okna...

ale za chwilę, gdy miał już wyjść, padł na kolana, położył się na moich kolanach i zaczął płakać, błagać, bym go nie zostawiała... on nie będzie już...

głupia ja... złamałam się...

zostałam z nim...
stylehive_3.jpg

CZĘŚĆ II: CO SIĘ ODWLECZE...

ale nic się nie zmieniło. kłamał jeszcze więcej. i za każdym razem go na tym łapałam, i za każdym razem chodziło o nią (no inne dziewczyny krótko się też pojawiały, ale ona była główną przyczyną, jeśli chodzi o dziewczyny)

był schemat:
1. kłamstwo
2. łapałam go na nim
3. nie przyznawał się. mówił że jak on może być ze mną, skoro mu nie ufam! że jestem chora! że jestem głupia!... i inne.
4. udowodnienie kłamstwa - zawsze miałam dowody.
5. przyznawał się, przepraszał
... i tak za każdym razem. co tydzień! co dwa tygodnie max!!!

był maj 2009
mój świat nie kończył się na nim. miałam kolegów, koleżanki, z którymi rzadko (z jego zazdrosnych zakazów), ale jednak nadal się kontaktowałam.
mój kolega raz użył niewłaściwego słowa. nazwał mnie słońce, czy jakoś tak, w sms-ie.
a mój były akurat postanowił sprawdzić mój telefon.
wyrzucił go przez okno... szarpiąc się z nim, nabił mi siniaka na nodze, który schodził prawie 2 miesiące...

wybiegłam szukać telefonu! przecież bez niego nawet do mamy nie mogłam zadzwonić! do umierającej babci! co on zrobił!

znalazłam go... mam do tej pory. działa raz lepiej raz gorzej. czasami ma blue screena... i wyłącza się... ale go lubię..

miałam jego klucze od mieszkania i jego telefon (bo szukałam swojego). zostawiłam u niego kurtkę, i klucze od mojego mieszkania.
wyszedł do mnie. chciał żeby oddać mu telefon i klucze. nie oddałam.
poszłam w pizdu przed siebie. nie istniałam dla świata przez dwie godziny.. około

poszłam w końcu pod mój blok. może współlokatorki akurat będą w domu?
nie doszłam. on tam był. zawiózł do mnie rzeczy, i klucze i już wsiadał do samochodu, ale ja byłam... podjechał i mnie wpuścił.
miałam oddać mu telefon - oddałam.

“rodzice kazali mu odzyskać klucze"- zapytałam: "a co? przyjdę i was okradnę?”


usłyszałam: "kto wie! może przyjdziesz w nocy i mnie zabijesz!" (w sumie... w końcu jestem nieobliczalna)
oddałam mu te klucze. i stałam pół wieczoru sama. pod klatką a było mi zimno w samej koszulce. współlokatorki wyszły jak z nim siedziałam w samochodzie, a wróciły dopiero przed północą...
sad_girl___2_by_emo_girl_btk.jpg

PRZYPISY KOŃCOWE

KŁAM! DEBILU! KŁAM!
LECZ NIE KOSZTEM MOJEGO ŻYCIA!

nie byłam z nim. ale to nie oznaczało końca problemów.

1. postanowił wygłosić wszystkim naszym wspólnym znajomym, że go zdradzałam, że się kurwiłam, że nigdy go nie kochałam. że robiłam to pod jego nosem... cały czas. (a ja głupia nawet dla niego zmieniłam miejsce zamieszkania)
miał odwołać te kłamstwa! przyrzekał, że odwołał...

2. spotkaliśmy się. chciał do mnie wrócić. w wakacje. ale nie tym razem... byłam twarda. płakał. groził, że coś sobie zrobi... ale nie... już nic nie czułam. wiedziałam, że mnie zmienił. na gorsze.

3. we wrześniu dostałam najbardziej bolesnego sms-a w życiu, jakiego mogłam dostać od znajomego... zdążyłam pokłócić się znowu z byłym... było rano. wsiadałam właśnie do autobusu. godzina jazdy przede mną i ten sms. chłopak, którego uważałam za kolegę do mnie napisał. to było takie... zakłamane. ani krzty w tym prawdy. dlatego przez godzinę dusiłam łzy. płakałam. ale nikt na mnie nie patrzył mimo pełnego autobusu.
wysiadłam w końcu, wsiadłam w autobus miejski i jeszcze kawałek... potem spacerek. 200 ciężkich metrów. nowe mieszkanie. 3 piętro. i łzy.
nowi współlokatorzy...
weszłam. wrzuciłam torby do pokoju. zamknęłam od niego łzy, i tak zaczęłam płakać...!!! to bolało.
zadzwoniłam do tego kolegi dziewczyny! bo prawie dwóch godzinach od sms-a. odebrała będąc w pracy. przez 13 minut nie byłam wstanie przytoczyć tych słów co on mi napisał. mówiłam jej, że mój były miał odwołać te kłamstwa. ona powiedziała, że nie odwołał.
w końcu udało mi się powiedzieć co napisał. tylko część "zajmij się kurwieniem, bo to ci najlepiej przychodzi"
i jej "o boże"...

niedługo potem dostałam sms-a z przeprosinami od tego kolegi. że podobno wersja mojego byłego jest tak ostra, że ciężko w nią nie wierzyć...
nie wiem. NIKT NIE ODWAŻYŁ SIĘ MI JEJ OPOWIEDZIEĆ

BUJAĆ TO MY A NIE NAS

zrezygnowałam z tego życia. dwa razy zmieniłam nr telefonu. zablokowałam go na gg i nk i jego fikcyjne konta...
zrezygnowałam ze szkoły. zaczęłam od nowa...

nigdy nie ufałam facetom. przestałam w ogóle. kocham ich, ale... to nie to samo! po prostu!
chcę bliskości... ale... o jedną bliskość za bardzo się otworzyłam...

zmieniona. zdruzgotana. bez ambicji...
jest grudzień 2010. półtorej roku od zerwania.
gdybym chuja zobaczyła i coś by ode mnie chciał...
wykastrowałabym! zjebała jak psa! kazała spierdalać...
nie dawajcie mi wtedy noża... afekt to słowo złe...

____________________________________
_________________________
______________

udało się przeczytać? gratuluję.
wyobraź sobie, że jeszcze mam druki jego rozmów gg
a wersja, którą udało ci się przeczytać, jest skrócona do minimum, by rozumieć...
tego było znacznie więcej.

każdy moment razy 100,
każda łza razy milion...
i ja...
mnie nie ma.
ciągle siebie szukam...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
  •  
     
     
  •  
     
    Ja nie dałabym rady opisać swojej pożal się Boże miłości,ale za pewnie byłoby to coś z gatunku komedio-dramatu.Pamiętaj ten moment,kiedy mogłaś wyszeptać "nie rób mi wstydu".On świadczy o tym,że jesteś "kobietą z jajami".Swoją drogą to ja też zostałam oskarżona o zdradę podczas,gdy ON zdradzał mnie z !sześcioma! na raz.
    Ale zła jestem ja,oczywiste.Może też kiedyś uda mi się to opisać.Na razie gratuluję Ci,że Tobie się to udało,i życzę,aby w końcu trafił Ci się wymarzony facet.
     
  •  
     
    współczuję...
    nie wiem nawet co napisać . ;O
     
  • awatar
     
     
    Szymon8612
    ... adresy kilku stron internetowych, która skupia podobnych Grześkowi o Twojemu facetów mitomanów, którzy szczycą się tym do jakich rzeczy są w stanie psychicznie zmusić swoją partnekę... uważam, że koleś leczył swoje kompleksy, dowartościowując się Twoim kosztem. pozdrawiam
     
  • awatar
     
     
    Szymon8612
    ... bardzo szybko zoriętowałem się, że jest typem planisty... sama Sylwia wspominała, że przed spaniem opowiadał jej godzinami o co następnego dnia się do mnie przypierdoli... ale ja poprostu takim nie odpuszczam... strasznie mnie to irytuje gdy ktoś przekręca rzeczywistość... jego środowiskiem działania było kłamstwo... sam kiedyś taki byłem... aczkolwiek nie angażowałem się w jakie kolwiek dłuższe związki... dlatego teraz doskonale zdaję sobie sprawę, że był po prostu osobą która nie potrafiła rozmawiać z kobietami... ludzka podświadomość do dnia dzisiejszego nie jest w pełni zbadana, są osoby które bawią się słowem, gdyż doskonale zdają sobie sprawe z tego jaki będzie odbiór rozmówcy... dlatego też mogę stwierdzić po tym co piszesz, że instalował w Tobie coś czego sam nigdy nie doświadczył wyrzuty sumienia... a Tobie za bardzo na nim zależało... w zasadzie to dziwie się temu... byś mogła przejrzeć na oczy... jeżeli mi nie wierzysz to bardzo chętnie podam Ci ...
     
  • awatar
     
     
    Szymon8612
    ... Sylwia każdego dnia płakała, gdy widziała Grześka w towarzystwie innych kobiet, to zachowywała się bardzo nienaturalnie, ocierała się o niego tyłkiem... uwierzyła mu w to, że on jest tym jednym i jedynym i żaden inny z nią nie będzie... Grzesiek mógł robić wszystko podobno zdradził ją nawet z inną dziewczyną która mieszkała z nami na domu... o czym oczywiście z uśmiechem na ustach opowiadał Sylwii, był bardzo pewny siebie... rozmawiałem z nim o tym,  podobno w przeszłości nie miał powodzenia u kobiet... przeczytał jakiś poradnik, który dawał mu pewne możliwości w sferze uwodzenia kobiet... autorstwa Davida X o ile pamiętam... głównym założenie ów książki, jest "traktój pożądne kobiety jak kurwy, a kurwy jak królowe" Sylwia wiele razy opowiadała o tym jak to spała, budzi się rano cała zalana... podobno wiele razy uprawiał z nią sex bez jej wiedzy. Krótko mówiąc miał pełną kontrolę nad nią... bardzo często się do mnie przypierdalał o różne sytuacje w domu...
     
  •  
     
    ale masakra !
    kurwa ja nie wiem jak można być z kims i tak perfidnie randkowac z inna ja chyba bym te suke wyprowadzila za kudly z domu ! i zrobila mu awanture nie zważając na nic !
    i jeszcze te jego ploty !
    ja pierdole sama bym chuja zajebała za takie akcje !

    i co teraz nic sie nie odzywa?
     
  •  
     
    ymm.. zgadzam się. niesamowite.

    poprostu się działo..

    co Ty musisz czuć po takim doświadczeniu..
     
  • awatar
     
     
    Szymon8612
    po pierwsze, to gratuluje samozapału, bardzo fajny pomysł by wyrzucić to z siebie, po takich wyznaniach o wiele łatwiej jest zrobić krok na przód z bagażem doświadczeń... pozatym uważam, że tym co napisałaś możesz otworzyć oczy wiele kobietom w podobnej sytuacji... a być może przeczyta też o tym jakiś facet i pójdzie po rozum do głowy... a teraz napisze coś od siebie... ostatnio jak byłem w Holadnii to poznałem pewną parę Sylwię i Grześka... to co napisałaś bardzo przypomina mi jej sytuację... Grzesiek zamykała ją w szafie i cały czas powtarzał jej w kółko, że to dlatego, że jest pierdolnięta jak jej matka i, że to jedyny sposób... najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że kochała go tak bardzo, że była w stanie w to uwierzyć... Bardzo często się awanturowali, często podkreślał, że ona ma się nieozdywać, że żaden inny facet jej nie weźmie i z nią nie wytrzyma, był typem faceta który wypomina wszystko co złe, bardzo zaniżał jej poczucie wartości z samego siebie robiąc alfę i omegę....
     
  •  
     
    W większości Twoich słów odnajduje siebie, mój był robił podobne rzeczy, z tym, że nie dawał mi odczuć, że coś jest nie tak, albo ja tego nie widziałam. W każdym razie, tak jak pewnego dnia zniknął tak już się nie pojawił.
     
  • awatar
     
     
    myszaaa19
    Skąd ja to znam :/
    Miałam to samo! Zawsze on i jego znajomi! Moje koleżanki to dla niego zwykłe kurwy i musiałam wybierać między nim a nimi :/ Nawet z uczelni kazał mi zrezygnowac bo ja się tam kurwie haha ale byłam głupia będąc z takim palantem... A jakie smsy po zerwaniu dostawałam! Nie jestes sama dziewczyno ;)